Ewangelia (Mt 18, 15-20)
Dzisiejsza Ewangelia mówi o upomnieniu. To słowo, które nie zawsze łatwo nam przyjąć, ale też nie zawsze łatwo jest nam wypowiedzieć je wobec drugiego człowieka.
Każdy z nas ma swoje zachowania, przyzwyczajenia i sposób patrzenia na świat. Jedne rzeczy u drugiego człowieka nas denerwują, inne potrafimy zaakceptować. Każdy z nas jest inny. Każdy pochodzi z innej rodziny, został wychowany w inny sposób, ma inne doświadczenia. A jednocześnie każdy z nas jest wyjątkowy – wyjątkowy w oczach Boga.
Czasami jednak przychodzi w życiu taki moment, kiedy trzeba drugiego człowieka upomnieć. Rok temu miałem właśnie taką sytuację. Długo się zastanawiałem, stresowałem się tym, jak ta osoba zareaguje. Ostatecznie rozmowa, ku mojemu zaskoczeniu, przebiegła całkiem dobrze. Wydawało mi się, że powiedziałem to z troski o dobro drugiego człowieka.
Później jednak dowiedziałem się, że ta osoba opowiedziała o naszej rozmowie kolejnej osobie, potem następnej, trzeciej, czwartej… I nagle okazało się, że moje upomnienie, które wynikało z troski, zostało przedstawione w zupełnie innym świetle. Poczułem zawód, rozgoryczenie i poirytowanie. Pojawiło się pytanie: Jak można tak zrobić drugiemu człowiekowi?
Ale właśnie dziś pomyślałem o dzisiejszej Ewangelii. Jezus nie mówi, że upomnienie będzie łatwe. Nie mówi też, że druga osoba zawsze je przyjmie. Pokazuje nam jednak drogę szacunku, rozmowy i troski o brata.
I chyba tego najbardziej potrzebujemy – żebyśmy potrafili zarówno upominać, jak i przyjmować upomnienie. Żebyśmy umieli czasem wziąć coś „na klatę”, zatrzymać się i pomyśleć: A może rzeczywiście jest we mnie coś, nad czym powinienem popracować?
Ostatnio, czytając książkę pani Agnieszki Kozak, psycholog, "W poszukiwanie siebie" natrafiłem na ciekawą definicję samowspółczucia. Autorka wskazuje, że budują je trzy elementy: dobroć dla siebie, poczucie więzi z innymi oraz zdolność do ważnej akceptacji.
Myślę, że to bardzo dobrze łączy się z dzisiejszą Ewangelią. Bo upomnienie nie powinno być poniżeniem drugiego człowieka. Powinno być troską. A przyjęcie upomnienia nie powinno oznaczać poczucia, że jestem gorszy. Może być początkiem czegoś dobrego – zatrzymania się, refleksji i zmiany.
Bądźmy więc uważni na siebie nawzajem. Zanim kogoś upomnimy, zapytajmy siebie, czy robimy to naprawdę z miłości i troski. A kiedy ktoś upomina nas, spróbujmy nie reagować od razu złością czy obroną. Może warto najpierw posłuchać.
Bo przecież Jezus mówi dziś bardzo mocno: „Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata”.
Nie chodzi więc o to, żeby wygrać z drugim człowiekiem.
Chodzi o to, żeby go pozyskać. 🙏
Mariusz Makuch