Przejdź do treści
Menu
  • Strona główna
  • Ogłoszenia
  • Aktualności
  • Kontakt
  • Parafia
  • Wspólnoty parafialne
  • Sakramenty
  • Pomoc w parafii
  • Filmy o parafii
  • Galeria
  • Rozważania parafian
  1. Strona główna
  2. Rozważania parafian

Rozważania parafian (06.09.2026)

Szczegóły
04.09.2026

Ewangelia (Mt 18, 15-20)

Dzisiejsza Ewangelia mówi o upomnieniu. To słowo, które nie zawsze łatwo nam przyjąć, ale też nie zawsze łatwo jest nam wypowiedzieć je wobec drugiego człowieka.

Każdy z nas ma swoje zachowania, przyzwyczajenia i sposób patrzenia na świat. Jedne rzeczy u drugiego człowieka nas denerwują, inne potrafimy zaakceptować. Każdy z nas jest inny. Każdy pochodzi z innej rodziny, został wychowany w inny sposób, ma inne doświadczenia. A jednocześnie każdy z nas jest wyjątkowy – wyjątkowy w oczach Boga.

Czasami jednak przychodzi w życiu taki moment, kiedy trzeba drugiego człowieka upomnieć. Rok temu miałem właśnie taką sytuację. Długo się zastanawiałem, stresowałem się tym, jak ta osoba zareaguje. Ostatecznie rozmowa, ku mojemu zaskoczeniu, przebiegła całkiem dobrze. Wydawało mi się, że powiedziałem to z troski o dobro drugiego człowieka.

Później jednak dowiedziałem się, że ta osoba opowiedziała o naszej rozmowie kolejnej osobie, potem następnej, trzeciej, czwartej… I nagle okazało się, że moje upomnienie, które wynikało z troski, zostało przedstawione w zupełnie innym świetle. Poczułem zawód, rozgoryczenie i poirytowanie. Pojawiło się pytanie: Jak można tak zrobić drugiemu człowiekowi?

Ale właśnie dziś pomyślałem o dzisiejszej Ewangelii. Jezus nie mówi, że upomnienie będzie łatwe. Nie mówi też, że druga osoba zawsze je przyjmie. Pokazuje nam jednak drogę szacunku, rozmowy i troski o brata.

I chyba tego najbardziej potrzebujemy – żebyśmy potrafili zarówno upominać, jak i przyjmować upomnienie. Żebyśmy umieli czasem wziąć coś „na klatę”, zatrzymać się i pomyśleć: A może rzeczywiście jest we mnie coś, nad czym powinienem popracować?

Ostatnio, czytając książkę pani Agnieszki Kozak, psycholog, "W poszukiwanie siebie" natrafiłem na ciekawą definicję samowspółczucia. Autorka wskazuje, że budują je trzy elementy: dobroć dla siebie, poczucie więzi z innymi oraz zdolność do ważnej akceptacji.

Myślę, że to bardzo dobrze łączy się z dzisiejszą Ewangelią. Bo upomnienie nie powinno być poniżeniem drugiego człowieka. Powinno być troską. A przyjęcie upomnienia nie powinno oznaczać poczucia, że jestem gorszy. Może być początkiem czegoś dobrego – zatrzymania się, refleksji i zmiany.

Bądźmy więc uważni na siebie nawzajem. Zanim kogoś upomnimy, zapytajmy siebie, czy robimy to naprawdę z miłości i troski. A kiedy ktoś upomina nas, spróbujmy nie reagować od razu złością czy obroną. Może warto najpierw posłuchać.

Bo przecież Jezus mówi dziś bardzo mocno: „Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata”.

Nie chodzi więc o to, żeby wygrać z drugim człowiekiem.
Chodzi o to, żeby go pozyskać. 🙏 

Mariusz Makuch

Rozważania parafian (30.08.2026)

Szczegóły
29.08.2026

Drugie czytanie (Rz 12, 1-2)

Święty Paweł w Liście do Rzymian zachęca nas, abyśmy całe swoje życie – ciało, umysł i serce – oddali Bogu i coraz bardziej szukali Jego woli.

Kiedy ostatnio byłem w szpitalu, patrzyłem na swoje kroplówki. Kropla po kropli do organizmu dostawało się to, czego potrzebowałem, aby mieć siłę.

Pomyślałem wtedy, że nasze życie jest trochę jak taka kroplówka. Każdego dnia potrzebujemy czerpać ze źródła, które daje nam prawdziwe życie. Tym źródłem jest Chrystus.

Kiedy jesteśmy z Nim połączeni, On nas umacnia, napełnia i daje nam siłę nawet wtedy, gdy przeżywamy trudne chwile.

Dlatego zachęcam Cię Siostro i Bracie, abyś w tym tygodniu codziennie sięgał/a po Pismo Święte – choćby po kilka zdań, choćby po krótki fragment – aby każdego dnia zaczerpnąć kolejną „kroplę” Bożego słowa.

Mariusz Makuch

Rozważania parafian (23.08.2026)

Szczegóły
22.08.2026

Ewangelia (Mt 16, 13-20)

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam, że wiara nie zawsze zaczyna się od wielkich słów i pewności, ale często od prostego pytania: Kim dla mnie naprawdę jest Jezus? Pamiętam taki czas w swoim życiu, kiedy nie wiedziałem nawet, co to znaczy adorować Pana Jezusa, czym właściwie jest adoracja i jak odmawiać różaniec. Bardziej patrzyłem na różaniec, niż się na nim modliłem – czasami po prostu udawałem, że się modlę, choć moje serce było gdzieś zupełnie indziej. Z czasem jednak Pan Bóg zaczął mnie uczyć, że wiara nie polega na udawaniu, ale na szczerym stawaniu przed Nim takim, jakim jestem. Piotr też nie od razu wszystko rozumiał, ale potrafił wyznać: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” – i na tym Jezus zaczął budować swój Kościół.

Czy ja potrafię dziś szczerze powiedzieć, kim Jezus jest dla mnie?
Czy mam odwagę przyznać się przed Nim do swojej słabości i pozwolić Mu, żeby uczył mnie prawdziwej modlitwy?

Wiara zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy udawać przed Bogiem i pozwalamy Mu naprawdę przemieniać nasze serce.

Mariusz Makuch

Rozważania parafian (16.08.2026)

Szczegóły
15.08.2026

Ewangelia (Mt 15, 21-28)

Dzisiejsza Ewangelia o kobiecie kananejskiej może nas trochę zaskakiwać. Trudno nam zrozumieć, dlaczego Jezus najpierw nie odpowiada na jej wołanie, a później wypowiada słowa, które brzmią bardzo surowo. Przecież ona przychodzi do Niego z ogromnym cierpieniem – prosi o pomoc dla swojej córki. A jednak nie odchodzi. Nie obraża się na Jezusa. Nie mówi: „Skoro mnie nie wysłuchałeś, to już więcej do Ciebie nie przyjdę”. Ona trwa. Prosi dalej. Pada przed Nim i mówi: „Panie, dopomóż mi”.

I właśnie tutaj Jezus pokazuje nam niezwykłą prawdę o wierze. Prawdziwa wiara nie polega na tym, że zawsze od razu otrzymujemy to, o co prosimy. Prawdziwa wiara polega na tym, że nawet wtedy, gdy Bóg milczy, my nadal Mu ufamy.

Ta kobieta mogła odejść. Mogła uznać, że Bóg jej nie słyszy. A jednak została. Jej wiara była większa niż jej rozczarowanie. I dlatego Jezus mówi do niej: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz”.

Kiedy czytam tę Ewangelię, przypomina mi się historia sługi Bożego Mateusza Talbota, nazywanego apostołem trzeźwości.

Urodził się w Dublinie w Irlandii 2 maja 1856 roku. Był drugim z dwanaściorga dzieci. Kiedy miał zaledwie dwanaście lat, rozpoczął pracę w firmie zajmującej się handlem alkoholem. Bardzo szybko sam się od niego uzależnił. W domu miał zapewnione jedzenie i miejsce do spania, ale wszystkie zarobione pieniądze przez lata przepijał w barze. Nie pomagały łzy matki ani prośby innych osób.

W wieku dwudziestu ośmiu lat postanowił jednak przestać pić. Bezpośrednim impulsem było bolesne doświadczenie: poprosił kolegów o postawienie mu alkoholu, ponieważ sam nie miał już pieniędzy. Oni jednak nazwali go „świnią”. To upokorzenie stało się dla niego momentem przełomowym.

Mateusz Talbot stanął przed Najświętszym Sakramentem. Po spowiedzi i przyjęciu Komunii Świętej złożył przyrzeczenie abstynencji najpierw na trzy miesiące. Później ponowił je na rok, a następnie na całe życie.

Miał jednak świadomość, że sam może nie wytrwać. Dlatego nie zaufał wyłącznie własnej silnej woli. Zaczął codziennie uczestniczyć we Mszy Świętej i przyjmować Komunię Świętą. Często przychodził do kościoła godzinę wcześniej – niezależnie od tego, czy świeciło słońce, padał deszcz czy śnieg. Po pracy również szedł przed Najświętszy Sakrament.

Mówił:

„Jak możesz czuć się samotny, mając Pana naszego w Najświętszym Sakramencie?”

I dodawał, że bez Komunii Świętej nie poradzi sobie.

To jest niezwykłe świadectwo człowieka, który odkrył, że nie musi walczyć ze swoim uzależnieniem wyłącznie własnymi siłami. Od momentu przyrzeczenia abstynencji był – jak sam można powiedzieć – „pijany” już tylko miłosierdziem, mądrością i mocą miłości Boga.

W jego życiu widać dokładnie to samo, co w dzisiejszej Ewangelii: nie rezygnować.

Kobieta kananejska nie rezygnuje z Jezusa, mimo że początkowo nie otrzymuje odpowiedzi.

Mateusz Talbot nie rezygnuje z walki o swoje życie, mimo że przez wiele lat był niewolnikiem alkoholu.

Oboje pokazują nam, że człowiek może być bardzo słaby, ale Bóg jest mocniejszy od naszej słabości.

Mateusz Talbot potrafił również powiedzieć „nie” wtedy, gdy wymagała tego jego wiara. Kiedy otrzymał polecenie służbowe sprzeczne z jego przekonaniami i groziło mu zwolnienie z pracy, powiedział:

„Przede wszystkim muszę wziąć pod uwagę interes duszy”.

To zdanie jest niezwykle mocne. Bo czym jest dzisiaj „interes duszy”? To pytanie o to, co naprawdę jest dla mnie najważniejsze. Czy ważniejsze jest to, żeby wszystkim się podobać? Żeby mieć pieniądze? Żeby mieć wygodne życie? Czy może najważniejsze jest to, żeby nie stracić Boga?

Mateusz Talbot starał się również naprawić krzywdy, które wyrządził w czasach swojego uzależnienia. Prowadził życie pełne modlitwy i umartwienia. Zarobione pieniądze przekazywał potrzebującym, wspierał misje i szczególnie umiłował modlitwę do Maryi.

Jego modlitwa była bardzo prosta, ale niezwykle głęboka:

„O najsłodszy Jezu, zniszcz we mnie wszystko, co jest złem, co jest występne i samowolne. Wyniszcz wszystko, co Ci się we mnie nie podoba, usuń wszystko, co jest moje własne. Daj mi prawdziwą pokorę, prawdziwą cierpliwość i prawdziwą miłość. Użycz mi doskonałego panowania nad językiem. Amen”.

Czy nie jest to również modlitwa dla każdego z nas?

Bo każdy człowiek ma w swoim życiu coś, z czym walczy. Może to być uzależnienie, złość, pycha, brak przebaczenia, lęk, egoizm, nieuporządkowane relacje, słabość, której nikomu nie pokazujemy.

I czasami wołamy do Boga jak kobieta kananejska: „Panie, dopomóż mi!”, a odpowiedź nie przychodzi od razu.

Wtedy przychodzi pokusa, żeby się poddać.

Dzisiejsza Ewangelia mówi jednak: nie odchodź od Jezusa tylko dlatego, że jeszcze nie widzisz odpowiedzi.

Może właśnie wtedy Twoja wiara jest najbardziej potrzebna.

Kobieta kananejska nie pozwoliła, aby cierpienie odebrało jej nadzieję. Mateusz Talbot nie pozwolił, aby jego przeszłość zdecydowała o całym jego życiu.

To jest również nadzieja dla każdego człowieka, który myśli: „Już się nie zmienię”, „Jestem za słaby”, „Za dużo razy upadłem”, „Bóg już nie może mnie przyjąć”.

Może właśnie dzisiaj Jezus mówi do takiego człowieka: „Nie rezygnuj. Przyjdź jeszcze raz. Wołaj jeszcze raz. Zaufaj Mi jeszcze raz”.

Mateusz Talbot zmarł w Dublinie 7 czerwca 1925 roku, idąc na Mszę Świętą w uroczystość Trójcy Przenajświętszej.

Piękny jest ten obraz: człowiek, który kiedyś wszystkie swoje pieniądze przepijał w barze, pod koniec życia idzie na spotkanie z Jezusem w Eucharystii.

To pokazuje, że Bóg naprawdę potrafi zmienić człowieka.

Nie ma takiej przeszłości, której Bóg nie może odkupić. Nie ma takiej słabości, z której nie może nas podnieść. Nie ma takiej sytuacji, w której warto przestać wołać: „Panie, dopomóż mi”.

Dlatego dzisiejsza Ewangelia i życie Mateusza Talbota zostawiają nam jedno ważne przesłanie:

Nie rezygnuj z Boga. Nie rezygnuj z modlitwy. Nie rezygnuj z walki o siebie. I przede wszystkim – nie rezygnuj z nadziei.

Bo czasami właśnie wtedy, gdy wydaje nam się, że Jezus milczy, On prowadzi nas do wiary jeszcze głębszej niż ta, którą mieliśmy wcześniej.

A może właśnie wtedy chce usłyszeć od nas słowa kobiety kananejskiej:

„Panie, dopomóż mi”.

I wtedy, w odpowiednim czasie, możemy usłyszeć także Jego odpowiedź:

„Wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz”.

Mariusz Makuch

Rozważania parafian (09.08.2026)

Szczegóły
08.08.2026

Pierwsze czytanie (1 Krl 19, 9a. 11-13a)

Bóg objawia się Eliaszowi nie w wichurze, nie w trzęsieniu ziemi ani w ogniu, lecz w szmerze łagodnego powiewu. To niezwykłe przypomnienie, że Pan bardzo często przychodzi do człowieka w ciszy serca, w pokoju, w sumieniu i w codzienności. Aby usłyszeć Jego głos, trzeba zatrzymać się, wyciszyć i zrobić Mu miejsce pośród hałasu świata oraz własnych trosk.

Przeżywamy sierpień – miesiąc trzeźwości. To dobra okazja, by wsłuchać się w delikatny głos Boga, który pragnie prowadzić każdego człowieka ku prawdziwej wolności. Niech naszym konkretnym zadaniem będzie codzienna modlitwa za osoby uzależnione od alkoholu, za ich rodziny oraz wszystkich współuzależnionych, którzy często w ciszy dźwigają wielkie cierpienie. Prośmy, aby szmer Bożej obecności dotknął ich serc, przyniósł nadzieję, odwagę do podjęcia leczenia i dar wewnętrznej wolności. Niech nikt nie zostanie sam w swojej walce – Bóg jest blisko i nieustannie zaprasza do życia w pokoju i miłości.

Mariusz Makuch

Więcej artykułów…
  • Rozważania parafian (02.08.2026)
  • Rozważania parafian (26.07.2026)
  • Rozważania parafian (19.07.2026)
  • Rozważania parafian (12.07.2026)
  • Rozważania parafian (05.07.2026)
  • Rozważania parafian (28.06.2026)
  • Rozważania parafian (21.06.2026)
  • Rozważania parafian (14.06.2026)
  • Rozważania parafian (07.06.2026)
  • Rozważania parafian (31.05.2026)
  • Rozważania parafian (24.05.2026)
  • Rozważania parafian (17.05.2026)
  • Rozważania parafian (10.05.2026)
  • Rozważania parafian (07.12.2025)
  • Rozważania parafian (02.11.2025)
  • Rozważania parafian (05.10.2025)
  • Rozważania parafian (07.09.2025)
  • Rozważania parafian (20.07.2025)
  • Rozważania parafian (06.07.2025)
  • Rozważania parafian (22.06.2025)
Copyright © 2026 Parafia Najczystszego Serca Maryi. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.